10 dziesięć rzeczy, których nauczyło mnie chodzenie na siłownię

Myślisz, że chodzenie na siłownię pomaga tylko upiększyć fizyczne aspekty? Jeżeli jesteś stałym bywalcem, to pewnie tak jak ja zauażyłeś, jak regularne ćwiczenia fizyczne wpływają również na kształtowanie charakteru. Sport w moim przypadku zrobił dobrze mojej psychice. Poniżej rozpisałam cechy charakteru, które udało mi się zdobyć lub wzmocnić poprzez prawie dwa lata systematycznych treningów.

Samodyscyplina 

Dotrzymujesz terminów w pracy, prawda? Albo przychodzisz na spotkanie, jeżeli z kimś się umawiasz? To dlaczego masz nie szanować ustaleń z samym sobą?

Jeżeli umawiam się ze sobą na 10 powtórzeń w serii, to wykonuję 10 powtórzeń. Przy ósmym często drżą mi nogi, ale takie mam założenia treningowe, więc dociskam mocniej. Przed treningiem powstrzyma mnie tylko migrena albo czynnik losowy.

Siłownia uczy samodyscypliny i dążenia do celu. Jeżeli odpowiednio szanujesz swoje postanowienia, małymi krokami dojdziesz tam, gdzie chcesz. Ale to dzięki samodyscyplinie możesz stawiać właśnie te małe kroki. I tu nie chodzi o bycie surowym dla siebie, ale o dotrzymywanie swoich postanowień.

Bez samodyscypliny nie masz efektów. Albo masz je znacznie później.

Otwartość do ludzi 

Nigdy nie byłam zbytnio skryta ani cicha, a większość ludzi kojarzy mnie raczej jako przedsiębiorczą i zaradną osobę (przynajmniej mama mi tak mówi). Ale kiedyś bałam się zadawać pytań, zagadywać ludzi, a zwykłe zapytanie „czy używasz jeszcze tej sztangi” budziło we mnie grozę.

I teraz mogę albo czekać 20 minut aż ktoś skończy serię, albo po prostu zagadać. I zgadnijcie, co wybieram?

O dziwo, nigdy świat się nie zawalił, bo kogoś zapytałam Nikt się nie śmiał, nikt nie wytykał palcami, a wielokrotnie z tego doświadczenia wyniosłam kilka fajnych historii i dowiedziałam się nowych rzeczy. Polecam otworzenie się na świat i uświadomienie sobie, że ludzie w gruncie rzeczy nie gryzą.

Akceptacja siebie

Jasne, mogłabym wskoczyć w fajne legginsy i czerwony top, zrobić pełny makijaż i mieć pofalowanie włosy- wtedy pewnie czułabym się bardziej sexi, hot i w mojej głowie do każego przysiadu dudniłoby Explosion, a włosy rozdmuchiwałby mi wiatr. Niestety, taki strój nie jest wygodny. Kiedyś wyjście z domu bez makijażu było dla mnie czynem ostatecznym, teraz w weekendy chodzę na siłownię bez makijażu, z cebulą na głowie, bo tak jest po prostu wygodnie.

Nie myślę obsesyjnie o swoim ciele, czy o tym jak ułożyła mi się fryzura, gdy dźwigam jak mrówka: ciężar samej siebie. Myślę raczej, żeby nie uszkodzić sobie stawów ani kręgosłupa.

Najlepsze jest to, że takie podejście pozwoliło mi polubić siebie bez ozdobników i przełożyło się na mój look także poza siłownią. Teraz makijaż do pracy zajmuje mi 7 minut, kiedyś było to trzy razy tyle, bo przecież trzeba tutaj wycieniować, tutaj podnieść optycznie powiekę i nałożyć bronzer. Nie zrozumcie mnie źle, nie krytykuję kobiet, które lubią nakładać taki makijaż. Uważam, że wyglądają super. Ja jednak robiłam to, bo tylko tak umiałam się ze sobą komfortowo czuć.

Skoro czuję się okej w przepoconym stroju i z przyklejonymi do czoła włosami, bo właśnie wykonałam mega dobry trening, to dlaczego nie mam się czuć dobrze na co dzień?

Odrzucenie egocentryzmu 

Kiedyś miałam wrażenie, że ćwicząc na siłowni wszyscy się na mnie patrzą i komentują, jak kiepsko mi idzie. Na szczęście szybko zrozumiałam, że w mojej głowie siedzą Ci „wszyscy” i muszę jak najszybciej ich wykurzyć. To najpiękniejsze uczucie uwolnić się od swoich wewnętrznych barier. Bo wiesz co?

Nikt się na mnie nie patrzy. Nikt mnie nie krytykuje. Wszyscy robią swoje i każdy pracuje dla siebie.

A jeżeli ktoś się już na mnie patrzy, to bardzo często podchodzi i mówi „Hej, robisz to troszkę źle. Pokażę Ci jak, okej?”. I jest to super miłe i motywujące. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Kiedyś byłam świadkiem sytuacji, w której dwójka chłopaków wyśmiewała innego, bo robił źle martwy ciąg. Ale to nie świadczyło wcale źle o nim, ale o tej dwójce, która zamiast pomóc i może pokazać prawidłową technikę, wolała zachować się jak ucieleśnienie portalu Pudelek: tylko czekać na czyjąś pomyłkę. Nie wiem jak wy, ale ja wolę takimi ludźµi nie zawracać sobie głowy.

Poczucia, że wszyscy jesteśmy ludźmi

Wszyscy się pocimy, wszyscy mamy takie same obawy, podobne marzenia i pragnienia. Zabawne, że to sport pomógł mi to zrozumieć, ale siłownia łączy ludzi innych przekonań, innej postury i innej płci. Czy jesteś super seksownym, umięśnionym mężczyzną, czy bardzo atrakcyjną kobietą, albo celebrytą, nie będę mieć problemu z zapytaniem o to, ile serii Ci zostało.

Luz i dystans 

Ludzie na siłowni często podśpiewują sobie pod nosem, machają głową na rowerku w rytm beatów Rihanny albo bardzo głośno jęczą, wzdychają i rzucają sztangą o podłogę.

Wiecie ile razy sztanga spadła mi na stopę? Ile razy popełniłam fit gafę?

Ludzie często wstydzą się, jeżeli zrobią coś głupiego, ale patrząc z boku- to po prostu zabawne. Chcę mieć dystans do życia i do siebie, więc najczęściej śmieję się z siebie. Kiedyś zdarzyło mi się napić się czyjejś wody po wyjątkowo męczącym interwale. Przeprosiłam właścicielkę wody, skwitowałam to śmiechem i zaproponowałam, że kupię nową. Innym razem wyjęłam ćwiczącemu chłopakowi ciężar z maszyny, bo pochłonięta swoją serią nie zauważyłam, że wyjmuję odważniki z maszyny, a nie ze stojaka.

Przydarzają nam się różne przypały, ale to od nas zależy, jak je odbierzemy – czy nadamy im skalę kosmosu, czy może naszym filtrem będzie… więcej luzu i dystansu. Ja wolę przyjmować je z uśmiechem, a endorfiny tylko mi w tym pomagają.

Systematyczność 

Nigdy nie miałam bardzo dużych problemów z systematycznością, ale chodzenie na siłownię tylko mi w tym pomogło. Jeżeli dopiero teraz rozpoczynasz przygodę z ćwiczeniami i jesteś przerażony jak długą drogę musisz odbyć, nie przejmuj się- czas i tak upłynie. Lepiej systematycznie robić swoje i za kilka miesięcy oglądać swoje ulepszone ciałko w lustrze.

Cierpliwość 

Nie wierzę, że to napisałam. Między nami, to nadal jestem w gorącej wodzie kąpana, nadal jestem niecierpliwa i chcę wszystko od razu, tu i teraz, najlepiej z frytkami w zestawie. Ale jest lepiej, odkąd chodzę na siłownię. Już nie zależy mi na natychmiastowym efekcie, bo wiem, że praca nad sylwetką to zadanie domowe na lata. Nie ważę się codziennie, po prostu robię swoje i cierpliwie czekam na efekty. Bez cierpliwości szybko pojawi się frustracja i demotywacja, a ja nie lubię być sfrustrowanym człowiekiem.

Siła i waleczność

Wiedziałam, że jestem raczej z tych, którzy walczą do końca. Ale historia ze złamaniem kręgosłupa zaszczepiła we mnie strach o swoje zdrowie. Uświadomiła, jak bardzo kruchym stworzeniem jestem. Wspomnienia każą mi pamiętać, jak łatwo los może stwierdzić „potrzymaj mi piwo” i kogoś po prostu zniszczyć, rzucić na deski.

Ale wiesz co? Ja wstałam.

Każdy podniesiony kilogram umacnia mnie psychicznie i fizycznie. Pokazuje mi, że moje post-chorobowe ograniczenia to domek z kart. To w głowie mam klucz do pokonywania swoich barier. Nie mówię tu o głupiej brawurze, ale o rozsądnym podejściu do treningu.

Nasze ciała są stworzone do aktywności fizycznej! Nie będę siedziała w domu, bo paraliżuje mnie strach. Z każdym treningiem ten strach jest mniejszy, a ja silniejsza. Chcę więcej.

Pokora 

Nie wrzucam zdjęć na instagram z każdego treningu, bo ćwicząc, bo po pierwsze, po prostu zapominam o telefonie, a po drugie, mam w sobie pokorę. Wiem, jak jeszcze wiele przede mną i zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem nawet w połowie drogi. Czy to powstrzymuje mnie od dalszych kroków? Nie! Bo kiedyś byłam na jej początku i wiem jak szybko ta droga mija.

Cały czas chcę się uczyć i dokształcać i to też jest elementem mojej pokory.

A Ty, czego nauczyłeś się na siłowni albo czego zamierzasz się nauczyć?

Dodaj komentarz