Wakacje nad jeziorem Como

W tym roku zdecydowaliśmy się na krótki wypad do Włoch. Po pierwsze, bardzo lubimy często podróżować, więc nie było mowy o dwóch tygodniach plażingu i opcji all inclusive z Januszami w tle, bo to po prostu nie nasze klimaty. Po drugie, dużo wyjeżdżaliśmy – a to w góry, a to do rodziny i każda taka wycieczka oznaczała pewne obciążenie finansowe. No i po trzecie, nigdy nie byliśmy we Włoszech! Zdecydowaliśmy się więc na budżetowy city break nad malowniczym jeziorem Como. I wiecie co? To były mega wakacje!

Jak dostać się nad jezioro Como?

Żeby cieszyć się włoską pizzą, musimy najpierw dostać się na lotnisko Bergamo. Z Warszawy latają tam WizzAir i Ryanair. Bilety można upolować nawet za 130 złotych w dwie strony. Udało się dobrać tak bilety, że wylatywaliśmy w poniedziałek o 6:20 rano, a wracaliśmy w czwartek o 21:00, co dało pełne cztery dni zwiedzania. Idealne, szybkie wakacje.

Po wylądowaniu poszliśmy do informacji turystycznej, gdzie mogliśmy kupić bilety autobusowe do miasta. Przystanek znajduje się zaraz przy wejściu na lotnisko. Po 15 minutach znaleźliśmy się na stacji kolejowej Bergamo. Warto wiedzieć, że na niej znajduje się przechowalnia bagażu, z której skorzystaliśmy w ostatni dzień pobytu.

 

Kupiliśmy w okienku bilet do Lecco, ponieważ chcieliśmy zatrzymać się w większej miejscowości- naszym celem było przemieszczanie się wzdłuż malowniczych miasteczek nad jeziorem Como. Z perspektywy czasu myślę, że wybralibyśmy mniejszą, bardziej klimatyczną miejscowość. W Lecco nie czuliśmy dolce vita, nie było tego włoskiego klimatu. Jeżeli jednak chcecie być mocno mobilni i szukacie czegoś blisko Bergamo, możemy to miasto polecić.

Warto wiedzieć, że bilety na pociąg trzeba odbijać przed wejściem do pociągu, w specjalnych automatach powieszonych na peronie.

Lecco

Po przyjechaniu do Lecco udaliśmy się na pierwszą włoską kawę. Później zakwaterowaliśmy się w kawalerce, którą znaleźliśmy na Booking.com i ruszyliśmy w miasto. Mieszkanko było w porządku, szukaliśmy czegoś z kuchnią, żeby rano móc delektować się kawą przynoszoną z baru na dole oraz zajadać glutenowe bagietki z prawdziwym prosciutto i oliwą z oliwek kupioną, jakże inaczej, w Auchan.

W Lecco na pewno warto zahaczyć o starówkę, z której widać Campanile de san Nicolo – zabytkową wieżę zegarową, do której warto wybrać się na wycieczkę. Niestety, wycieczki można rezerwować tylko on-line.

Udaliśmy się też do informacji turystycznej, w której przemiła pani dała nam mapki i zarekomendowała wjazd na górę Resegone, ale ponieważ jesteśmy raczej zdobywcami, to na pewno wrócimy tam na mały trekking. Nasze pierwotne plany wchodzenia na górę zostały zmienione ze względu na zapalenie oskrzeli mojej połówki.

Zapytałam też Panią z informacji turystyczne, gdzie możemy kupić jakieś włoskie produkty, a ona odparła, że przecież jesteśmy we Włoszech, więc wszędzie. Hehe.

Lecco było dla na bazą wypadową do dalszego zwiedzania, ale samo w sobie również stanowiło atrakcję. Z groźnymi, strzelistymi górami w tle i chłodnym jeziorem oraz spacerową aleją było przyjemnym przystankiem na naszej drodze. To właśnie w Lecco jedliśmy najlepszą pizzę w naszym życiu, a ja upojona Aperolem wracałam do kawalerki w bardzo włoskim nastroju.

Varenna

Następnego dnia wyruszyliśmy pociągiem do miejscowości Varenna. Od wejścia na peron wiedzieliśmy, że była to trafna decyzja. Będąc w Lombardii obowiązkiem każdego turysty jest wycieczka do Varenny! Klimat nieuchwytny i ciężki do opisania, ale dopiero tam, sącząc cappuccino zorientowałam się, że spełniam swoje marzenie i jestem we Włoszech.

Miejscowość jest bardzo romantyczna i urokliwa. My wybraliśmy się na uroczą starówkę, a później postanowiliśmy zdobyć Castello di Vezio, do którego trzeba chwilkę podejść, przy okazji podziwiając majestatyczne jezioro Como i alpejskie góry. Zameczek to obowiązkowy punkt wycieczki, bowiem z jego tarasu rozpościera się zapierający dech w piersiach widok.

 

Warto wejść również na wieżę i podziwiać z jeszcze wyższego punktu przepiękną panoramę Lombardii.

Po zwiedzeniu ruin zamku udaliśmy się na szybki lunch i oczywiście kawę, żeby podnieść moje niskie ciśnienie. Cele terapeutyczne, rzecz jasna. A lody jadłam, bo mi cukier spadł.

Bellagio

Jeśli macie więcej czasu, koniecznie popłyńcie promem do Bellagio, które podobno jest najważniejszą miejscowością turystyczną tego regionu i nagrano tu scenę do Casino Royale. Widoki zapierały dech w piersiach, a zimny wiatr ożywiał nasze lekko przygrzane głowy. Po wyjściu z promu udaliśmy się na miasto. Kręte uliczki w Bellagio dawały niesamowity klimat, podobnie jak popijane prosecco, w ciasnych korytarzach, z których prześwitywało jezioro.

Same Bellagio nie zachwyciło nas tak jak Varenna, aczkolwiek jest na pewno warte zobaczenia. Mamy wrażenie, że było tam więcej ludzi, a obydwoje nie reagujemy najlepiej na tłok.

W Bellagio spędziliśmy zaledwie dwie godziny, by wrócić na prom o osiemnastej. Znaleźliśmy się ponownie w Varennie, skąd mieliśmy pociąg do Lecco. Oczywiście będąc w Lecco poszliśmy na kolację, bo po zrobieniu 30 000 kroków nasze brzuszki domagały się czegoś więcej niż mała bruschetta i gałka lodów.

Abbadia Lariana

Mniejsza miejscowość, której nikt nie poleca w przewodnikach, ale my mieliśmy ochotę na eksplorowanie właśnie takich nieoczywistych miejsc, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Dopisała nam również pogoda – na tyle, że wygrzaliśmy nasze kości, rozciągając się na trawce i spoglądając na piękne jezioro.

Wybraliśmy się na trekking, żeby zobaczyć wodospady Cascata del Cenghen. Po drodze mijaliśmy małe osiedle, totalnie nie odwiedzane przez innych turystów i podziwialiśmy wąskie, mega klimatyczne uliczki. Włosi akurat byli na sieście, więc osiedle kamiennych domów zdawało się być opustoszałe – mogliśmy bez stresu eksplorować każdy zakamarek.

Udaliśmy się pod górkę mało uczęszczanym szlakiem. Drogę przepełzł (?) nam wąż, a dookoła biegało stado jaszczurek. Przez całą wędrówkę minęły nas może ze trzy osoby. Po około dwóch godzinach takiego dzikiego marszu dotarliśmy do celu wycieczki, gdzie zrobiliśmy sobie krótki przystanek na podziwianie tego cudu natury. W drodze powrotnej odczuliśmy potrzebę pójścia na plażę i wygrzania się na słoneczku.

Po powrocie do Lecco mieliśmy iść na kolację, ale moja biedna głowa dostała migreny. Niestety to częsty scenariusz mojego życia, z którym nie bardzo wiadomo co zrobić. Na szczęście szybko mi przeszło i mój kochany chłopak uraczył mnie doskonałym panini, przyniesionym z pobliskiej restauracji.

Bergamo

Będąc w tamtych okolicach, nie można pominąć Bergamo, które składa się z tzw. Górnego Miasta (Alta) i Dolnego Miasta (Bassa). Stara część miasta otoczona jest historycznymi murami z XVI wieku, co tylko podsyca niesamowity klimat tarasu Bergamo. Żeby dostać się do Bergamo Alta warto wsiąść do zabytkowej kolejki Funicolare i już jadąc do góry można podziwiać panoramę miasta.

Samo Górne Miasto jest dosyć małe i potrzeba dosłownie kilku godzin, żeby wszystko obejść. Zahaczyliśmy o główne zabytki tej części Bergamo. Nasze nóżki dotuptały się do Piazza del Duomo i Piazza Vecchia. Zobaczyliśmy też wieżę miejską i Bazylikę Santa Maria Maggiore.

Zjedliśmy pizzę i wjechaliśmy jeszcze wyżej, bo na wzgórze San Vigilio, absolutny must visit w Bergamo. Oszołomieni widokiem postanowiliśmy rozsiąść się w restauracji Ristorante San Vigilio. Prażyło słoneczko, a my piliśmy Aperol mając przed sobą piękny widok na całe Bergamo. Później ruszyliśmy zwiedzić zameczek, z którego roztaczał się kolejny, cudowny widok. Tak, Bergamo to dla mnie zdecydowanie miasto- panorama. 

Po zwiedzeniu zameczka nadszedł czas na powrót do dolnych części Bergamo. Poszliśmy spacerkiem odebrać nasze bagaże i powoli zmierzaliśmy na lotnisko. Intensywne wakacje dobiegły końca.

Podsumowanie

Pewnie najczęstszym słowem przewijającym się przez ten tekst było Aperol lub jedliśmy, ale takie wycieczki najbardziej lubimy. Lubimy niespiesznie wyrabiać ogromne ilości kroków, przystając na niesamowite widoki. Obydwoje równie mocno lubimy wszelkiego rodzaju zameczki, a także eksplorację mało odwiedzanych przez turystów miejsc. Kochamy jeść lokalne potrawy i próbować lokalnego alkoholu, natomiast mi- dietetykowi- w większości udaje się zachować umiar i jeść do momentu najedzenia, nie przejedzenia.

Zachęcamy do tego typu wakacji. Za niewielkie pieniądze można zwiedzić naprawdę cudowny region Włoch. Oto jak prezentuje się podsumowanie kosztów w przeliczeniu na dwie osoby:

  • Bilety lotnicze z Warszawy do Bergamo i z Bergamo do Warszawy: 460 PLN, w tym możliwość rezerwacji miejsc obok siebie
  • Nocleg w Lecco: 568 PLN, wynajęliśmy mieszkanie
  • Transfer (pociągi, autobusy itp. na miejscu): ok. 200 PLN
  • Jedzenie i atrakcje: wydaliśmy 350 EU, czyli 1500 PLN

Całość wyniosła nas w zaokroągleniu 2700 PLN, co daje 1350 PLN na osobę. Oczywiście na jedzenie można wydać znacznie mniej, jeżeli nie jesteście takimi fanami restauracji jak my. Nie trzeba również jeździć tyle pociągami, można zrezygnować z promu oraz znaleźć pokój zamiast mieszkania.

Cały region tak mi się spodobał, że do Włoch wracamy w 2019 roku, jednak w innym składzie. Nie będę ujawniać szczegółów, bo to niespodzianka, ale niebawem zdradzę więcej.

Ciao!

Dodaj komentarz