Podsumowanie miesiąca bez słodyczy

W poniedziałek moje wyzwanie „30 dni bez cukru” dobiegnie końca. Czy można żyć bez słodyczy?

Dlaczego przystąpiłam do wyzwania?

Jestem dietetykiem i czuję wewnętrzną powinność dobrego odżywiania się. Nie poszłabym do fryzjera, który ma beznadziejną fryzurę, nie słuchałabym lekarza, który każe mi rzucić palenie, jeśli sam pali. Niektórzy specjaliści nie są autentyczni. Nie chodzi tu tylko o to co powinnam, ale o też o to co chcę robić ze swoim życiem i nawykami, a co zaczęło mi się wymykać spod kontroli.

Od grudnia przeżywam renesans sportowy: nareszcie trenuję to, co sprawia mi autentyczną frajdę i widzę efekty. W związku z tym znacznie więcej ćwiczę, doszły obowiązki związane z badaniami do pracy magisterskiej, duży ruch w poradni i do tego jeszcze etatowa praca- w efekcie nagromadziło się dużo terminów. Nie rezygnowałam z siłowni, koniec końców mój dzień od pół roku wygląda tak, że do domu wracam tylko spać. To doprowadziło mój organizm do stresu, a niestety jestem z tych, którzy stres… zajadają. Co najbardziej zestresowany mózg lubi? Cukier.

Jestem tylko człowiekiem więc wkręciłam się w nałóg słodyczowy. Trudny egzamin? Zjedz sobie batonika. Ciężki trening? Przecież spaliłaś milion kilokalorii na treningu, dziabnij ciasteczko. Dziesięć jadłospisów do oddania w sobotę? Walnij sobie czekoladki, przecież ORGANIZM SIĘ DOMAGA. Na szczęście od dziecka mam sprawnie działający, mózgowy mechanizm samonaprawczy, więc po kilku tygodniach zrzędzenia na swoje słabości i producentów syropu glukozowego postanowiłam przeprowadzić bolesne rozstanie. Nie ze mną takie numery, cukiereczku. To koniec.

Moje wrażenia: miesiąc bez słodyczy 

Najpierw ustaliłam strategię walki: nie mogłam dotykać słodyczy, ale dozwolone chwyty obejmowały dobrą, gorzką czekoladę w sytuacjach awaryjnych i oczywiście moje domowe wypieki słodzone daktylami lub ksylitolem. Pierwsze dni były w sumie bardzo stabilne, dopiero później czułam potrzebę (nawet nie ochotę) zjedzenia czegokolwiek, no chociaż jednego Michaszka, no tylko gryza, nikt nie widzi przecież. Z dumą stwierdzam, że wtedy sięgałam po owoce lub kostkę gorzkiej czekolady. Najgorszy kryzys dopadł mnie w połowie odwyku- byłam w trakcie pisania publikacji naukowej: godziny spędzone przy komputerze, bolący kręgosłup, pisanie wieczorami, po treningu, no i jeszcze dobijający mnie zjazd na uczelni. Wtedy był długi weekend- każdy planował wolne, a ja do niedzieli pracowałam i w myślach beształam się za pomysł kończenia publikacji W WEEKEND MAJOWY. Kryzys przetrwałam- wcześniej zrobiłam sobie zapas fit batoników (perfekcyjna gosposia, rozdział 2320). Naprawdę takie domowe słodycze stanowią dobry posiłek. Po zwykłej czekoladzie byłabym zamulona i głodna, po swoim batoniku naładowanym cynkiem, żelazem i magnezem: nie.

Efekty i wnioski 

Po miesiącu bez słodyczy czuję się naprawdę lepiej. Przede wszystkim jestem mniej zmęczona i odzyskałam kontrolę nad swoim żywieniem. Gorzka czekolada wydaje mi się bardzo słodka. Zanim zaczęłam odwyk, nie jadłam jakoś dużo słodyczy, ale sam fakt, że nie mogłam się im oprzeć mnie denerwował. Teraz to minęło- możesz zjeść przy mnie Milkę, a mnie to nie ruszy. Zjedz nawet moje ukochane brownie- spojrzę z pogardą i zamknę się w sobie. Postanowiłam, że będę kontynuować ten odwyk, pozwalając sobie na coś słodkiego raz w miesiącu przy okazji np. czyichś urodzin lub tak po prostu. Cukier nie jest mi do szczęścia potrzebny.

Wskazówki: jak dać radę? 

Żeby przezwyciężyć ochotę na słodycze, musisz konieczne

  • jeść co najmniej 4 posiłki. Ja prawie zawsze nosiłam swoje pojemniczki do pracy, nieważne ile obowiązków miałam: to podstawa. Napady głodu sprzyjają podjadaniu. A co najczęściej podjadamy? Słodycze.
  • mieć w domu/ torebce/ samochodzie awaryjne przekąski, po które sięgniesz w kryzysie osobowościowym. Sprawdzą się niesolone orzechy, suszone owoce, świeże owoce, gorzka czekolada.
  • w ogóle nie kupować słodyczy i poprosić domowników o wsparcie: niech nie jedzą przy Tobie i nie zostawiają słodyczy w widocznym miejscu.
  • wysypiać się! Przynajmniej się postaraj, ale dobry sen jest gwarancją lepszego samopoczucia. Ja mimo wielu obowiązków prawie nigdy nie zarywam nocy. Kiedy jestem niewyspana, jestem nieefektywna, a tym samym robię wszystko wolniej. Gdzie tu sens? Poza tym niedobór snu sprzyja podjadaniu i nadwadze.
  • ruszać się. Ruch jest naturalny dla człowieka, a my siedząc na kanapie robimy wszystko, żeby pracować na swoje boczki. Ludzie aktywni fizycznie mają mniejszą tendencję do podjadania.
  • być konsekwentny. To ważna cecha charakteru. Jeśli nie poradzisz sobie z tak błahym postanowieniem jak rezygnacja ze słodyczy, to jak chcesz poradzić sobie z dążeniem do swoich marzeń, ze wspieraniem partnera, z czymkolwiek. Nie będąc wiernym swoim postanowieniom, tracisz do siebie zaufanie. To może być śmieszne jak masz piętnaście lat, ale teraz jesteś dorosłym człowiekiem i ma być tak, że jak powiesz „zrobię to”, to każdy dookoła włącznie z Tobą rzeczywiście wie, że to zrobisz. No i fajnie.

To co, kiedy Ty zaczynasz?

Podziel się dobrem!
Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Dodaj komentarz